Legia - Lech...wydanie drugie, poprawione

Drugie starcie między Legią a Lechem dla "Kolejorza". Czy było to starcie ważniejsze? To się okaże. Oczywiście, finał Pucharu Polski miał wysoką stawkę, ale to po wczorajszym meczu Lech mógł w końcu wyprzedzić Legię w tabeli. Warszawianie długo się o to prosili - co najmniej od początku roku - a Poznaniacy nigdy nie potrafili wykorzystać potknięć swojego głównego rywala i  remisowali ze średniakami i słabeuszami wtedy, kiedy trzeba było wygrać.

Wczoraj nadarzyła się okazja na rewanż nie tylko za zeszłotygodniowy finał PP, ale przede wszystkim na upokorzenie rywala ze stolicy i awans na pozycję lidera po zwucięstwie w bezpośrednim meczu. Co prawda pierwsza połowa to tragedia w wykonaniu obu zespołów,  które postanowiły zagrać "stojanowa", ale drugia rozpoczęła sie z wysokiego "C". Lech zdobył dwie bramki, zanim legioniści skończyli się zastanawiać, czy w przerwie dobrze nałożyli żel na włosy i było już pewne, że mecz nam się rokręci. Przy drugim golu Vrdoljak przysporzył argumentów wszystkim tym  (w tym mnie), którzy uważają, że z nim w środku Legia pewnego poziomu nie przeskoczy, tracąc piłkę we frajerski sposób na rzecz Linetty'ego. Pomocnik Lecha popędzil z piłką, uderzył zza pola karnego i podwyższył prowadzenie.

Legionistom należy oddać, że po tym golu ruszyli do ataku i dośc szybko strzelili kontaktową bramkę za sprawą Vrdoljaka. Na dodatek każdy stały fragment gry siał popłoch w defensywie Lecha, a i Burić był tylko trochę mniej elektryczny od Gostomskiego, którego zastąpił po finale Pucharu Polski. Brak skuteczności Kucharczyka, Guillherme i Sa zadecydował o tym, że to Lech jest liderem. Oczywiście, biorąc pod uwagę dotychczasową liczbę remisów "Kolejorza" nie można przesądzić, że nagle podpieczni Skorży będa wygrywać wszystko do końca sezonu i odzyskają mistrzostwo dla Poznania. Jednak są tego bliżej niż kiedykolwiek i to na wyraźne życzenie Legii.

Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz