Echa Pucharu Polski: cieszymy się z normalności
W tym niezbyt długim wpisie nawiąże, zapewne po raz ostatni, do sobotniego finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie. Po meczu media prześcigały się w pozytywnych określeniach dla atmosfery panującej na stadionie. Było więc o tym, że zapewniono należyte bezpieczeństwo, że nie było zadymy, że na sektorach neutralnych siedzieli obok siebie kibice dwóch zaciekle rywalizujących ze sobą klubów i nie dali sobie po mordzie...nawet odpalenie rac nikomu nie przeszkadzało i nagle stało się dla mediów atrakcją upiększającą oprawę. Tyle tylko, że ta cała pozytywna wrzawa zapanowała wokół....normalności.
Wiem, że atmosfera na meczach piłkarskich w Polsce owiana jest złą sławą. Słusznie czy niesłusznie - to zupełnie inna sprawa. Problem w tym, że mordobicia, zadymy i stosy wyzwisk na stadionach stały się dla nas tak zwyczajne, że zachowania, które w Hiszpanii, Anglii czy Francji są normalnością, stały się dla nas niewiadomo jakim sukcesem.
Owszem, warto pogratulować udanej organizacji finału PZPN-owi i swietnego zachowania - wszystkim kibicom, znajdującym się wówczas na Stadionie, niemniej jednak pamiętajmy, że po prostu było normalnie, tak jak być powinno.
0 komentarze:
Prześlij komentarz