Przed meczami z Ukrainą i Anglią - powołania Waldemara Fornalika
Za pasem ostatnie dwa mecze reprezentacji Polski w eliminacjach brazylijskiego mundialu. Wydaje się, że nie powinny one wywoływać przesadnego zainteresowania, wszak nikt racjonalnie myślący nie podejrzewałby nas o szanse awansu do MŚ. Paradoksalnie jednak dziś tematy związane z tymi meczami robiły furorę w mediach sportowych. Wszystko za sprawą dwóch informacji: o powołaniu Mariusza Lewandowskiego do kadry oraz o nakazie rozegrania meczu Ukraina - Polska przy pustych trybunach.
Zacznę od pierwszej z tych informacji. W jednym z wcześniejszych wpisów udowadniałem, że Waldemar Fornalik nie ma pomysłu na obronę, ciąglę ją zmieniając. Wiedziałem, że może zaskoczyć powołaniami, ale żeby odkurzyć po czterech latach Mariusza Lewandowskiego, który obecnie gra w Sewastopolu? Chciałbym wierzyć, że ten ruch spowodowany jest tylko i wyłącznie znajomością przez byłego piłkarza Szachtara specyfiki piłki ukraińskiej. Tego jednak nie możemy być pewni, analizując ruchy selekcjonera naszej kadry. Najpierw Szukała, który został powołany po roku gry w podstawowym składzie Steauy i długich apelach mediów, by go sprawdzić. Idąc dalej, Celeban, który robi furorę w lidze rumuńskiej (mocniejszej od naszej), jest powoływany, ale nie dostał ani jednej poważnej szansy na sprawdzenie się w boju. Dalej - Salamon, który dostaje powołania dopiero po przejściu do Milanu, co oznacza, że do dorosłej kadry awansował akurat wtedy, kiedy przestał grać w piłkę w oficjalnych meczach na przyzwoitym poziomie. A teraz Mariusz Lewandowski, którzy podstawowym graczem Sewastopola jest już czwarty sezon, a powołanie dostaje dopiero na - wydaje się - ostatnie mecze kadry pod wodzą Waldemara Fornalika. Co więcej, nie zdziwiłbym się, gdyby niezgrany z kolegami wyszedł na mecz w podstawowym składzie w środku obrony, bo przecież na tej pozycji również może grać.
Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, iż Mariusz Lewandowski został odkurzony dla kadry po 4 latach. Ostatni raz zagrał w meczu ze Słowacją w październiku 2009 roku. Był to koniec nieudanych eliminacji do MŚ 2010, przegrany w Chorzowie 0-1 po samobójczym golu Seweryna Gancarczyka, toczony w scenerii iście zimowej. Dla przypomnienia, przez prawie całe eliminacje zespół prowadził Leo Beenhakker, a w końcówce zastąpił do Stefan Majewski.
Czy teraz historia zatoczy koło i Lewandowski zagra w kadrze również na zakończenie nieudanych eliminacji? Raczej tak.
Wracając do powołań, cała lista wygląda tak (na razie tylko piłkarze z lig zagranicznych):
Jeśli się przyjrzymy bliżej, to zobaczymy jeszcze kilka nowych-starych nazwisk: Wasilewski, Wojtkowiak i Peszko. O ile do powołań dla tego drugiego i -od biedy - tego trzeciego nie przyczepiłbym się, to wzywanie na kadrę "Wasyla" jest irracjonalne. Przy całym szacunku i podziwie, który mam dla tego zawodnika, powoływanie go po tym jak zagrał 1 (słownie: jeden) mecz po kilkumiesięcznym okresie bez klubu, jest dziwne. Tak jak w przypadku Lewandowskiego, nie zdziwiłbym się, gdyby wyszedł w pierwszym składzie.
Wojtkowiak przynajmniej regularnie gra w TSV 1860 Monachium od początku sezonu, a Peszko po powrocie i kilku meczach pokazał, że można na niego liczyć, strzelając 2 gole i zaliczając tyle samo asyst. Choć też wydaje się, że wraca do kadry zbyt szybko, to jednak dał jakieś racjonalne argumenty, w przeciwieństwie do Wasilewskiego.
Wracając do powołań, cała lista wygląda tak (na razie tylko piłkarze z lig zagranicznych):
![]() |
| Źródło: 90minut.pl |
Wojtkowiak przynajmniej regularnie gra w TSV 1860 Monachium od początku sezonu, a Peszko po powrocie i kilku meczach pokazał, że można na niego liczyć, strzelając 2 gole i zaliczając tyle samo asyst. Choć też wydaje się, że wraca do kadry zbyt szybko, to jednak dał jakieś racjonalne argumenty, w przeciwieństwie do Wasilewskiego.
I jeszcze pokrótce o drugiej informacji, robiącej dziś furorę, o której wspomniałem na początku wpisu. Mecz z Ukrainą odbędzie się przy pustych trybunach - jest to kara za wybryki kibiców podczas wygranego 9:0 meczu eliminacyjnego z San Marino, m.in: rasistowskie okrzyki i transparenty oraz wykorzystanie materiałów pirotechnicznych. Jeśli nie wiedzieliście, jakiego argumentu użyją polskie media, by uwiarygodnić szanse zwycięstwa w Charkowie, to już macie odpowiedź.

0 komentarze:
Prześlij komentarz