Dziś selekcjonerski debiut Adama Nawałki

Już dziś selekcjonerski debiut Adama Nawałki, w którym kadra narodowa zagra we Wrocławiu ze Słowacją. Od nominacji byłego już trenera Górnika Zabrze na selekcjonera minęło trochę czasu, a ja ciągle - jak do tej pory -  nie skomentowałem tego na blogu.


Można powiedzieć, że naród - ten, w którym jest 38 milionów selekcjonerów, lekarzy i pogodynek - przyjął wybór prezesa PZPN z mieszanymi uczuciami, z przewagą rozczarowania brakiem zainteresowania trenerem z zagranicy. Jak wiadomo, według nas wszystko co zachodnie jest lepsze od polskiego, więc i Nawałka musiał być "be". Akurat ja nie podzielam tej opinii, bo nie stać nas na sprowadzenie trenera ze światowego topu, a jeśli mielibyśmy zatrudniać przeciętnego, to chyba nie tędy droga. Nie podzielam też opinii, że nasz aktualne selekcjoner jest wyborem analogicznym do wyboru Waldemara Fornalika po EURO 2012. Owszem, są punkty wspólne, takie jak: dobre wyniki w polskiej lidze z przeciętnym zespołem, jednocześnie brak wymiernych sukcesów w postaci mistrzostwa czy Pucharu Polski (Nawałki tytuły z Wisłą to jednak futbolowa prehistoria  niezwiązana z wyborem jego na selekcjonera) czy przymus radzenia sobie w trudnych warunkach finansowych i organizacyjnych w prowadzonych ostatnio klubach.

Podstawową różnicą jest jednak to, że o ile Fornalik zdawał się być osobą bardzo wyważoną, spokojną i starającą się dyplomatycznie wypowiadać o zawodnikach, byleby którejś z gwiazd nie urazić, o tyle Adam Nawałka ma opinie człowieka ekspresyjnego, który nie da się ustawiać piłkarzom, a wręcz przeciwnie - wprowadzi "Ordnung", nie tylko na treningach, ale też na stołówce. Czy  naszym piłkarzom nie trzeba właśnie tego, żeby czasem nimi wstrząsnąć i porozstawiac po kątach? Moim zdaniem tak. Nie mamy tak słabego zespołu, jak wskazywałyby na to nasze ostatnie wyniki, z remisem z Mołdawią na czele. Problemem było to, że gra się nie układała od dłuższego już czasu, jakby nikt nie był w stanie zmusić piłkarzy do większego wysiłku na treningach. Właśnie takiego trenera - jasno ustalającego, kto jest szefem - potrzeba polskim piłkarzom. Przynajmniej w sferze - nazwijmy to - "mentalnej".

A jeśli chodzi o elementy czysto piłkarskie? Adam Nawałka, zarówno jako piłkarz, jak i trener, sroce spod ogona nie wypadł. Nawałka-piłkarz był reprezentantem Polski w latach 70. XX wieku, grającym podczas MŚ w Argentynie, uchodzącym wówczas za wielki talent, któremu w osiągnięciu wielkiej kariery w późniejszych latach przeszkodziły kontuzje. Nawałka-trener długo szukał swojej tożsamości, potykając się m.in. na pracy w Zagłębiu czy Jagiellonii. Dopiero po asystenturze u Leo Beenhakkera zaczął odnosić wyniki "podnad stan" w GKS Katowice i Górniku Zabrze, czy zaskarbił sobie szacunek w środowisku piłkarskim. 
Znakiem rozpoznawczym Górnika made by Nawałka była dobra organizacja gry, pzygotowanie fizyczne, walka na boisku i szybkie kontrataki. Tego akurat potrzeba również reprezentacji, z zastrzeżeniem, że akurat selekcjoner nie będzie miał za zadanie przygotować piłkarzy fizycznie do całej rundy gry, bo to ma miejsce w klubie. Jako trener klubowy Nawałka miał tez oko do piłkarzy, ponieważ z uznawanych za przeciętnych grajków zdołał stworzyć groźny dla najlepszych zespół, grający piłkę miłą dla oka. 

I jeszcze jeden argument za Adamem Nawałką, może uznacie, ze nie najwyższych lotów. Dla mnie pewną rękojmią jest fakt, że wymyślił go Boniek. To Boniek wymyślił kiedyś Engela i ten sam Boniek wymyślił kiedyś Michała Probierza jako trenera Widzewa. Engel sobie poradził jako selekcjoner, a i Probierz radzi sobie nieżle jako trener i jest jednym z tych bardziej cenionych w kraju.

Pierwszymi powołaniami nowy selekcjoner zaskoczył opinię publiczną. Na forach internetowych ciskano gromy, nawet dziennikarze zachodzili w głowę, co w kadrze robią Marciniak, Kosznik, Pazdan, a zwłaszcza Leszczyński. Problem w tym, że ci sami dziennikarze miesiąc wcześniej krytykowali Fornalika, gdy ten mówił, że w lidze znalazł tylko 2 graczy godnych powołania, a 2 tygodnie wcześniej pisali, że selekcjoner musi pewnych piłkarzy dla reprezentacji "wymyślić", jak to zrobili Engel i Beenhakker, a Fornalik akurat wręcz przeciwnie. Typowe polskie piekiełko - ganić kogoś  za zrobienie czegoś, czego w sumie samemu się wymagało. Z powołaniami można się zgadzać lub nie, ale tak naprawdę to boisko osądzi, czy Nawałka się pomylił, czy nie. Najsłabsi i tak z tej kadry wypadną i nie będą dalej powoływani. To selekcjoner odpowiada za powołania i to on będzie z wyników rozliczany. To on ma wizję zespołu i to on wybiera piłkarzy, których potrzebuje do urzeczywistnienia tej wizji. Każde z tych powołań da się w sposób logiczny obronić, więc poczekajmy na to, co będzie się działo dziś na boisku we Wrocławiu.  Kto się nie sprawdzi, zapewne z czasem straci zaufanie selekcjonera. O to jestem spokojny.

Podczas zgrupowania dziennikarze znów pokochali selekcjonera, m.in. za jego organizację treningów, ekspresję, wprowadzenie surowych zasad oraz optymizm. Zobaczymy, jak przełoży się to na dzisiejszy mecz. Nie spodziewajmy się fajerwerków. Ostatnim selekcjonerem, który wygrał w debiucie...był Janusz Wójcik, który w 1997 roku wygrał 1-0 z Węgrami. Później Engel przegral 0-3 z Hiszpanią, Boniek zremisował 1-1 z Belgią, Janas osiągnął remis 0-0 z Chorwacją, a ostatni trzej selekcjonerzy zanotowali porażki: Beenhakker 0-2 z Danią, Smuda 0-1 z Rumunią, a Fornalik 0-1 z Estonią.

Szczerze mówiąc, ja też czekam na to, co dziś pokaże kadra Nawałki, z zastrzeżeniem, że nie oczekuję cudów.

P.S. Dzisiejsze mecze towarzyskie i tak są w cieniu baraży o awans do MŚ. Najciekawiej zapowiadającym się starciem, jest mecz Portugalii ze Szwecją i pojedynek Cristiano Ronaldo ze Zlatanem Ibrahimoviciem. Pierwsza odsłona już się odbyła, i to jakiś czas temu, na potrzeby kampanii reklamowej Nike. Rzućcie okiem.

Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz