3-1 z Czechami, ale problemy są

Wśród wczorajszych doniesień o odwołanych meczach i rzekomo znalezionych ładunkach wybuchowych w Hanowerze, we Wrocławiu odbywał się mecz Polski z Czechami. Choć był to sparing, to jednak ważne dla wszystkich było, jak nasza kadra poradzi sobie z innym finalistą EURO 2016 bez swoich największych gwiazd.

Kadra Nawałki przystąpiła do tego meczu z nieco przetrąconym kręgosłupem. O ile zamiana Fabiańskiego na Boruca była wymianą jednego regularnie broniącego fachowca na drugiego regularnie broniącego fachowca, o tyle brak Lewandowskiego i Krychowiaka mógł dać się nam we znaki. Obaj są fundamentalnymi postaciami tego zespołu. Pod nieobecność "Lewego" zagraliśmy jednym napastnikiem, a na szpicy zagrał Milik. I ze swojej roli gracz Ajaksu wywiązał się świetnie, zaliczając bramkę i asystę oraz będąc tak naprawdę najlepszym piłkarzem tego meczu. Jednak widać było, że w pewnych momentach brakowało  siły fizycznej, którą zawsze daje Lewandowski. Jego zastępca kilkukrotnie przegrywał siłowe pojedynki ze środkowymi obrońcami rywali, szczególnie z Markiem Suchym.

Zamiast duetu Krychowiak - Zieliński wystąpiło wczoraj trio Jodłowiec - Mączyński - Linetty. Była to druga - oprócz gry jednym napastnikiem - defensywna zmiana w ustawieniu kadry w porównaniu do meczu z Islandią. W trójce tej brak jest zawodnika tak kreatywnego, jak Zieliński. W reprezentacji Tomasz Jodłowiec był do tej pory specjalistą od destrukcji. Z kolei "Mąka" i Linetty to gracze, którzy typowo łączą akcenty defensywne i ofensywne. Choć trzeba przyznać, że gracz Lecha ma inklinacje do gry za napastnikiem i być może to dostrzegł również selekcjoner, dając mu szansę gry nieco wyżej, niż w Lechu.

Mimo tych defensywnych zmian trudno było dostrzec zachowawczość w grze reprezentacji. Podopieczni Nawałki przez pierwsze 15 minut zagrali wysokim pressingiem, który przyniósł skutek w postaci dwóch bramek. Szkoda, że po tak piorunującym początku meczu, nasi kadrowicze oddali pole Czechom, bo na przerwę schodziliśmy "tylko" z przewagą jednej bramki po pięknym golu Krejciego. Na szczęście w drugiej połowie nie pozwoliliśmy rywalom na przewagę, a na dodatek przypieczętowaliśmy zwycięstwo bramką strzeloną po świetnej kontrze.

Czas na oceny indywidualne. Dwumecz z Islandią i Czechami był chyba ostatecznym dowodem na to, że podstawową parą stoperów na tą chwilę stanowi duet Glik - Pazdan. O klasie Glika rozwodzić się nie trzeba, natomiast obrońca Legii - mimo paru błędów przy wyprowadzeniu piłki - udowodnił, że jest w tym momencie o poziom wyżej od Łukasza Szukały. Na lewą obronę wrócił Maciej Rybus. Wprawdzie nie popełnił większych błędów, ale widać było, że Czesi trochę rozpracowali naszą defensywę i dostrzegli, że gracz Tereka Grozny nie trzyma linii, a jego warunki fizyczne nie pomagają mu w wygrywaniu pojedynków główkowych. Kilka razy było gorąco po dośrodkowaniach z głębi pola w strefę Rybusa. W przeciwieństwie do wielu innych dziennikarzy, ja nie jestem optymistą co do Rybusa na lewej obronie, dlatego wolę tam Wawrzyniaka. Wirtuozem gracz Lechii nie jest, ale przynajmniej z lewej strony defensywy gra od zawsze. Po drugiej stronie Jędrzejczyk - nie zachwycił, ale też niczego nie zawalił. Widać po nim, że nie gra regularnie w klubie.

W linii pomocy objawieniem jest Kapustka. Pomocnik Cracovii gra w kadrze, jak gdyby...nie miał układu nerwowego. Już mnie nie dziwi jego bezkompromisowa gra w ofensywie, wczoraj zachwycił mnie jednak kilkoma ważnymi odbiorami, nie tylko tym przy pierwszej bramce. Widać, że chłopak ma pojęcie nie tylko o grze do przodu, ale  również ochotę do gry w defensywie. W srodku pola było całkiem nieźle, ale bez szału. Znów trochę więcej oczekiwałem po Linettym, ale to chyba ciągle nie jest jego czas w kadrze. Mączyński zagrał swoje, a mecz Jodłowca byłby kompletnym, gdyby nie asystował Czechom przy golu. Takich błędów na EURO nie wybaczy nikt.
Zapomniałbym o Grosickim. Ewidentnie rozkręcił się nam "Grosik" w kadrze pod wodzą Nawałki. Problem w tym, że ciągle razi podejmowaniem złych decyzji, niecelnymi dośrodkowaniami i strzałami, przeplatając to ze świetnymi zagraniami. Taki już jego urok - nigdy nie będzie Overmarsem, trzeba się do tego przywyczaić, bo biedę na skrzydłach mamy niesamowitą.

O Miliku już pisałem, więc wspomnę jeszcze o zmiennikach. Właściwie tylko jeden zagrał na tyle długo, że da się go sprawiedliwie ocenić - Thiago Cionek. Grając mu pograć 45 minut, Nawałka udowodnił, że widzi to, co dostrzegają wszyscy - jest problem na środku obrony. Mamy solidną parę: Glik - Pazdan. I nic więcej. Szukała przez problemy z klubem niesamowicie obniżył loty, dlatego właściwie trzeba się zastanowić, czy mamy trzeciego stopera na poziomie. Na tę chwilę chyba go nie mamy. Stąd tak duża - w porównaniu do innych zmienników - szansa dla Cionka. I ten - mimo kontrowersji, jakie wywołuje jego osoba w kadrze - raczej ją wykorzystał, bo błędów się ustrzegł. Jednak, biorąc pod uwagę posuchę na środku obrony, mam nadzieję, że wiosną w reprezentacji zobaczę Jarosława Fojuta. Przekonajmy się, czy nie zaniży poziomu. Jeśli będzie grał tak jak w lidze, to miejsce na EURO będzie mu się należeć.

Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz