Zmiana właścicielska w Legii. Czy to dopiero początek?
![]() |
| Źródło: legia.com |
Od niespełna tygodnia Legia ma nowych właścicieli. Niestety nie zdążyłem napisać niczego o tym jakże ważnym dla polskiej piłki wydarzeniu, ponieważ całe zamieszanie zastało mnie w Wiśle podczas przygotowań do PŚ w skokach narciarskich. Choć jestem kibicem Wisły Kraków (notabene za niedługo poświęcę jeden z postów jej nowej bazie treningowej), muszę przyznać, że imponuje mi to, co ostatnimi czasy dzieje się w Legii. Rozmach w budowie mocnego klubu, a przede wszystkim to, że we wszystkich działaniach widać jakąś myśl przewodnią i koncepcję. Tego brakuje mi w krakowskim klubie. O przejęciu Legii przez Leśnodorskiego i Mioduskiego napisano już chyba wszystko, dlatego ja "ugryzę" temat od nieco innej strony - bardziej "ekonomicznej", bo właściwie pewne jest, że sprzedaż klubu obecnym pracownikom klubu jest tylko jednym z elementów większej układanki, za którą stoi spory inwestor. Ale po kolei. Na początek jednak podstawowej informacje
Grupa ITI sprzedała Legię po prawie 10 latach bycia właścicielem. 80% udziałów nabył Dariusz Mioduski, który notabene jest Przewodniczącym Rady Nadzorczej klubu, a pozostałe 20% zakupił dotychczasowy (i obecny) prezes Bogusław Leśnodorski. Poniżej sylwetki obu Panów ze strony forbes.pl
"Dariusz Mioduski to menedżer, prawnik. W styczniu 2014 roku został większościowym udziałowcem klubu piłkarskiego Legia Warszawa. Jest absolwentem Uniwersytetu Harvarda. Pracował w kancelarii Vinson & Elkins LLP w Houston praz w nowojorskim i warszawskim biurze White & Case LLP. Od 1997 r. był partnerem zarządzającym obszarami energetyki i infrastruktury w CMS Cameron McKenna w Warszawie. Został uznany za jednego z najlepszych prawników specjalizujących się w sektorach energetyki i infrastruktury w Europie Centralnej.Od 2007 r. jest prezesem zarządu międzynarodowego domu inwestycyjnego Kulczyk Investments, a w 2008 roku został powołany na stanowisko prezesa zarządy Polenergia Holding S.a.r.l. Jest członkiem Komitetu ds. Energetyki przy Centrum Studiów Strategiczno - Międzynarodowych w Waszyngtonie oraz Rady Dyrektorów Stowarzyszenia Central Europe Energy Partners z siedzibą w Brukseli."
"Bogusław Leśnodorski jest wspólnikiem i współzałożycielem firmy prawniczej LSW, z którą związany jest od początku kariery zawodowej. Jego specjalnością jest wdrażanie projektów korporacyjnych, inwestycyjnych i prywatyzacyjnych. Pracował m.in. dla podmiotów reprezentujących przemysł ciężki i wydobywczy, sektor budownictwa i nieruchomości oraz branży medialnej i telekomunikacyjnej. Zasiadał w Radach Nadzorczych takich spółek, jak: Kompania Węglowa S.A., Stalexport S.A., Index Copernicus International S.A., Black Lion NFI S.A., Ferrum S.A. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Już po założeniu firmy LSW ukończył aplikacje radcowską 2004 oraz studia MBA na IESE Business School - Advanced Management 2008. W 2012 roku został prezesem klubu piłkarskiego Legia Warszawa. Jest członkiem Polskiej Rady Biznesu."
Bogusława Leśnodorskiego już znamy, bo od ponad roku jest osobą numer 1 w Ekstraklasie, bo o nim najwięcej się mówi. Natomiast jeśli chodzi o Dariusza Mioduskiego, czytając jego zyciorys aż chce się zakrzyknąć, parafrazując Wąskiego z "Kilera": "to nie jest leszcz, Stefan!". Powiedzmy sobie szczerze, ci ludzie mają wystarczające doświadczenie i umiejętności, by zarządzać z powodzeniem każdym przedsiębiorstwem, nawet takim jak klub piłkarski w Polsce. Jednak nie o tym ma traktować ten wpis.
Na konferencji prasowej padło wiele wielkich słów o ambicjach Legii, począwszy od rozwoju Akademii, przez ukształtowanie odpowiedniej mentalności zwycięzców oraz dobór odpowiednich ludzi, po stwierdzenie, że obaj Panowie nie chcą na klubie zarobić. Jednocześnie obaj stwierdzali, że kluby piłkarskie, nawet w Polsce, mogą być dochodowe, a zysk można reinwestować w rozwój klubu. Bardzo mądrze. Nie chcieli jednak przyznać, że transakcja ta może być tylko jedną z części większej układanki, za którą stoi potężniejszy inwestor, tak jak nie chcieli powiedzieć, za ile kupili klub oraz skąd znaleźli pieniądze na zakup klubu, który miał dług wobec poprzedniego właściciela, sięgający 200-300 mln. złotych (różne informacje można wyczytać na temat wysokości długu klubu wobec ITI).
Patrząc na CV Mioduskiego, można od razu stwierdzić, że facet potrafi liczyć i nie wpakowałby się w coś, na czym straciłby setki milionów złotych. A wychodzi na to, że wraz z obecnym prezesem Legii wydali tak dużą sumę, wszak wykupili klub wraz z długami. Nawet jeśli uznamy, że najmniejsza podawana w mediach kwota długu jest prawdziwa, to wychodzi na to, że musieli wydać ok. 300 mln. złotych. Oczywiście, zarówno Leśnodorski, jak i Mioduski do biednych nie należą, ale nie sądzę, żeby stać ich było, by ot tak wyłożyć 300 mln na klub, tym bardziej, że sami przyznają, że dokładać nie chcą.
Rozwiązaniem zagadki jest najprawdopodobniej istnienie funduszu inwestycyjnego, z którego pieniądze były przeznaczone na zakup Legii. Ewentualnie, Panowie Leśnodorski i Mioduski, zapożyczyli się w banku, co nie przekreśla faktu istnienia funduszu inwestycyjnego. W dniu, w którym podano informację o zmianie właściciela Legii, Zbigniew Boniek powiedział: "Wydaje mi się, że może to być początek i za pół roku, rok, dołączą do grona właścicielskeigo inni ludzie z wielkimi pieniędzmi, np. biznes azjatycki".
Jak wiadomo, prezes PZPN pod względem biznesowym sroce spod ogona nie wypadł, bo sam ma kilka dobrze prosperujących biznesów, dzięki czemu nie musi w związku się dorabiać, jak jego poprzednik. I najprawdopodobniej ma rację, ponieważ cała transakcja sprzedaży Legii nosi znamiona tzw. wykupu menedżerskiego. Na czym on polega? W skrócie:- uczestniczący w transakcji menedżerowie (w tym przypadku Mioduski i Leśnodorski) często są pośrednio zatrudnieni przez sprzedającego ( w tym przypadku ITI) i zazwyczaj mają o spółce lepszą wiedzę niż sprzedający;
- menedżerowie nie są dobrani przypadkowo, bo jest to grupa osób z wyraźnym liderem (Mioduski z 80% udziałów) oraz wyraźnie określonym podziałem obowiązków (na konferencji Mioduski od razu przyznał, że w sprawy sportowe klubu nie bedzie się wtrącał, bo od tego będzie Leśnodorski. Mioduski ma odpowiadać za finanse);
- menedżerowie nie dysponują często własnymi środkami, odpowiednimi do nabycia klubu, więc potrzebne jest finansowanie zewnętrzne, takie jak pożyczka z banku, pieniądze z funduszu inwestycyjnego itp;
- często tworzy się fundusz inwestycyjny specjalnie dla tej transakcji;
- często również dochodzi do połączenia funduszu dającego pieniądze z nabywanym podmiotem;
- kluczowe jest to, żeby menedżerowie przygotowali transakcję, plan działalności podmiotu po zakupie, strategię jego działalności (o tym się akurat przekonalismy od początku kadencji Leśnodorskiego), ich uczestnictwo kapitałowe w projekcie (muszą wyłożyć część własnego kapitału) oraz porozumienie między funduszem a menedżerami w sprawie przyszłego podziału akcji.
Teraz po kolei. Przyglądając się życiorysom Dariusza Mioduskiego i Bogusława Leśnodorskiego, nie sposób oprzeć się wrażeniu, żę ITI zatrudniła ich w Legii po to, by przygotowali zmianę właścicielską. Zresztą, już od jakiegoś czasu mówiło się, że Legia ciąży swojemu właścicielowi, a po fiasku sezonu 2011/2012, kiedy klub pod wodzą Skorży na ostatniej prostej stracił szanse na mistrzostwo, pisano o tym, że ITI podjęło decyzję o sprzedaży. Dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie po tym nieudanym sezonie w klubie pojawił się Dariusz Mioduski, który został członkiem Rady Nadzorczej. Niedługo później prezesem został Leśnodorski, który - tak na marginesie - prywatnie jest dobrym znajomym Mioduskiego.Krótko mówiąc - właściwi ludzie na właściwym miejscu.
Bogusław Leśnodorski od początku mówił o tym, że najważniejsze, by zbilansować budżet, bo dzięki temu klub sam bedzię finansował swoją działalność. To był jedyny sensowny krok w sytuacji, gdy ITI nie dokłada już ani złotówki i chce klub sprzedać (podmiot bez strat jest atrakcyjniejszy dla potencjalnego kupującego).
Wśród wymienionych przeze mnie punktów, charakteryzujących wykup menedżerski, mamy tylko jedną wielką niewiadomą. Jest nią istnienie funduszu, który wykłada większość kasy na Legię, lub też - co bardziej prawdopodobne - dopiero ją wyłoży. Być może Leśnodorski z Mioduskim wydali sporo swoich pieniędzy, dodatkowo zapożyczając się w banku, ale obaj są ludźmi stąpającymi twardo po ziemi i potrafiącymi liczyć. Nie wchodziliby w interes, na którym mogliby stracić. Tym bardziej, że sami zapowiadają, że nie chcą dokładać (prawdopodobnie, by nie nadwyrężyć swoich finansów), ani zarabiać (bo jak dobrze reinwestują zysk, to sprzedadzą klub nowemu właścicielowi z dużym przebiciem). Niemniej jednak Boniek wskazał biznes azjatycki i na stronie Forbesa znajdziemy informację o powiązaniach Dariusza Mioduskiego z Qatar Holding (wielki fundusz inwestycyjny, który inwestuje chyba we wszystko, w tym w PSG). To dlatego w mediach huczy od domniemywań, czy to nie Katarczycy będą następnym większościowym właścicielem Legii. Nie jestem Wróżbitą Maciejem, ale wydaje się to prawdopodobne. Dwie kluczowe poszlaki, to przeszle zainteresowanie Qatar Holding sponsoringiem tytularnym Legii oraz fakt, że Dariusz Mioduski, będąc prezesem Kulczyk Holding i Kulczyk Investment, był architektem stworzenia spółki joint venture pomiędzy spółką Jana Kulczyka oraz Qatar Holding, która zajmuje się poszukiwaniem minerałów w Afryce i na Bliskim Wschodzie. A więc Mioduski kontakty ma. Oczywiście nie jest przesądzone, że to Katarczycy będą przyszłymi właścicielami klubu z Łazienkowskiej, ale jest to prawdopodobne. Nawet jeśli nie będą to oni, to ktoś taki się znajdzie, bo juz teraz Legia jest klubem nie przynoszącym strat, mającym odpowiednią strategię działania oraz rozwijającym się w bardzo szybkim tempie. Projekt rozwoju Akademii ma "ręcę i nogi" i nie dziwię się Mioduskiemu, że tak bardzo na niego naciska, bo w obecnych realiach piłkarskich nie jesteśmy w stanie stworzyć w Polsce drugiego PSG, a prędzej drugą Spartę Praga, czy nawet Ajax Amsterdam/Feyenoord Rotterdam. Chodzi po prostu o klub wychowujący perspektywicznych piłkarzy, na sprzedaży których zarabia. Moim zdaniem jedno jest pewne - nawet jeśli potencjalnym kolejnym właścicielem nie są Katarczycy, to przyszły nabywca udziałów w Legii jest już zaangażowany w całe to zamieszanie. W innym przypadku nie miałoby ono sensu, bo Panowie Mioduski i Leśnodorski ryzykowaliby zbyt duże pieniądze.
Nawet jeśli patrząc na tą sytuację z zewnątrz, wydaje się, że od dłuższego czasu w Legii panuje straszne zamieszanie, to trzeba przyznać, że imponujący jest kierunek rozwoju klubu. Wszyscy tam wiedzą, co mają robić. Nawet pozornie niepotrzebna zmiana trenera miała wytłumaczenie w strategii klubu, a to, jak poszerzono przy okazji sztab szkoleniowy, dbając o rozwój indywidualny piłkarzy zarówno z grup seniorskich, jak i juniorskich, budzi respekt i wyznacza kierunek, w jakim powinny iść inne polskie kluby. Plany budowy Akademii z prawdziwego zdarzenia, która wedle słów Dariusza Mioduskiego ma być najlepszą w tej części Europy, budzi szacunek. Możemy się śmiać z gry Legii w obecnej edycji Ligi Europy, bo wyniki były naprawdę żałosne. Niemniej jednak ten klub coraz szybciej odjeżdża pozostałym w Ekstaklasie. Pod względem organizacji i koncepcji Legię dzielą lata świetlne od całej reszty maruderów. Przyznam się szczerze, że taki ład chcialbym ujrzeć w moim klubie, w Wiśle, jednak niestety nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie było mi to dane.

0 komentarze:
Prześlij komentarz