Robert Lewandowski w Bayernie od 1 lipca. Czy nie zamknął sobie drogi do wielkich klubów z innych lig?
![]() |
| źródło: www.fcbayern.de |
Największe emocje wzbudzają dwie kwestie: rywalizacja Lewandowskiego z Mandzukiciem o jedno miejsce w ataku Bawarczyków oraz fakt tego, czy Guardiola chciał mieć Polaka w swoim składzie.
Zacznę od tej kwestii Mandzukicia. Na początek porównajmy klubowe bilanse obu napastników w poprzednim sezonie (liga, krajowe puchary + europejskie puchary):
Mandzukić:
Sezon 2013/2014: 26 meczów 13 goli 3 asysty
Sezon 2012/2013: 40 meczów 22 goli 4 asysty
Lewandowski:
Sezon 2013/2014: 26 meczów 16 goli 9 asyst
Sezon 2012/2013: 49 meczów 36 goli 13 asyst
Przytoczenie statystyk tylko z ostatnich dwóch sezonów było celowe, ponieważ Chorwat właśnie dopiero drugi sezon gra w Bayernie. Choć obaj gwają w Bundeslidze czwarty sezon, to Mandzukic do bawarskiego klubu trafił z VFL Wolfsburg, a więc klubu nie będącego na poziomie BVB i Bayernu, w którym nie mógł mieć tak dobrych partnerów. Przechodząc do rzeczy, już statystyki przemawiają na korzyść Lewandowskiego, nawet pomimo tego, że teoretycznie to Bayern ma silniejszą linie pomocy z nazwiskami takimi jak Ribbery, Robben czy Muller. Dodatkowo liczby pokazują, że Polak jest napastnikiem bardziej wszechstronnym i grającym z większą korzyścią dla partnerów, ponieważ notował trzykrotnie więcej asyst od Chorwata. Nie pacząc już na "suche" liczby, a na grę obu piłkarzy, dojrzymy, że Lewandowski - mimo że jest produktem "polskiej myśli szkoleniowej" - jest technicznie nieco bardziej zaawansowany od Mandzukicia. Obecny napastnik BVB jest też bardziej dynamiczny od atakującego Bayernu. Wszystkie te cechy sprawiają, że "Lewy" powinien wywalczyć sobie miejsce w podstawowym składzie i wpływają na drugą dyskutowaną kwestię: czy Pep Guardiola chciał Lewandowskiego w Bayernie.
Wszyscy wiemy, że o tym transferze myślano w Bawarii jeszcze za czaów Juppa Heynckesa na ławce trenerskiej, a nawet jeszcze wtedy, gdy oficjalnie nie informowano o tym, że Guardiola zastąpi Niemca na ławce trenerskiej. To mogłoby sugerować, że hiszpański trener nie miał wielkiego wpływu na pozyskanie Polaka. W to wątpię, ale nawet jeśli tak było, to co z tego?
Musimy sobie uzmysłowić, że w wielkich i świetnie zorganizowanych klubach na decyzje transferowe ma wypływ szeroki sztab ludzi, którzy są fachowcami i myślą o klubie długofalowo. Ponadto dyrektor sportowy Bayernu Matthias Sammer oraz jego współpracownicy, którzy obserwowali Lewandowskiego, nie są piłkarskimi ignorantami i widzą, że Polak ma większe umiejętności od Mandzukicia i będzie wzmocnieniem. A sam chorwacki konkurent na pewno nie spasuje w walce o skład i dzięki temu również podniesie swoje umiejętności. W dwóch słowach: same korzyści.
Niemniej jednak, jak już wspomniałem, wątpię, żeby Guardiola nie miał wpływu na ten transfer. Może Lewandowski nie ma techniki Messiego, ale żaden trener nie pogardzi zawodnikiem o wysokich umiejętnościach. Ponadto pamiętajmy, że nie sprowadza się piłkarza, płacąc mu 11 mln euro za sezon, po to, by siedział na ławce.
Z powodu nieskuteczności Lewandowskiego w kadrze mamy co do niego mieszane uczucia, jednak nie powinniśmy mieć wątpliwości co do jego umiejętności. Robert poradzi sobie w Bayernie i powinniśmy być o to spokojni. Przynajmniej ja jestem. Transfer "Lewego" do klubu z Bawarii budzi we mnie wątpliwosci z innego powodu. Oczywiście rozumiem, że zarówno menedżerowie, jak i sam zawodnik mieli podpisaną umowę przedwstępną, ale myślę, że dla samego rozwoju piłkarskiego byłoby lepiej, gdyby odszedł do innej ligi. Spójrzmy prawdzie w oczy, w Niemczech Robert wygrał już prawie wszystko. "Prawie", bo trofera drużynowe zgarnął wszystkie, a brakuje mu tylko tytułu króla strzelców Bundesligi. Jednak, czy jest to coś, o co warto kruszyć kopie, albo co jest niemożliwe do wywalczenia w tym sezonie? Moim zdaniem - nie.
Owszem, to Bayern ma większe szanse na wygranie Ligi Mistrzów niż BVB, jednak takie same szanse są w innych klubach z pozostałych najlepszych lig europejskich, któe były zainteresowane pozyskaniem Lewandowskiego: w Realu, Chelsea, czy nawet Arsenalu, który w tym sezonie rozpędzony jest jak nigdy w ostatnich latach, a i Arsene Wenger może pozwolić już sobie na większe wydatki na rynku transferowym.
Ponadto Premiership wydaje się być skrojona idealnie na miarę Lewandowskiego. Tam mógłby pokazać swoje główne walory, którymi są dynamika i siła fizyczna. Tam mógłby rywalizować z lepszymi obrońcami niż w Bundeslidze. Tam - ostatecznie - grałby w lidze, która nie jest tak zdominowana przez 1-2 zespoły.
Ktoś powie, że Lewandowski dopiero za 2-3 lata będzie w najlepszym wieku dla piłkarza i wtedy może odejść do Premiership. Szczerze? Nie sądzę. Bayern to nie jest klub-odskocznia. Jest to tak samo wielki klub z wielkimi ambicjami, jak Real, Barcelona, Chelsea, Manchester United, Manchester City czy Arsenal. Jeśli ktoś odchodzi z Bayernu, to nie dlatego, że się wypromował (bo Bayern nie promuje), tylko dlatego, że mu w Bawarii nie poszło. Klub z Monachium nie musi sprzedawać swoich gwiazd (patrz Ribery), bo sam jest w stanie wiele zagwarantować (od pieniędzy po rozwój piłkarski), a taka sprzedaż byłaby tylko wzmocnieniem jednego z głównych rywali w Lidze Mistrzów. Czy tym samym Robert nie zamknął sobie drzwi do jednego z wielkich klubów Premiership/Primera Division? Przekonamy się za kilka lat, aczkolwiek jest to możliwe.

0 komentarze:
Prześlij komentarz